Od zera do reprezentanta Polski!
Daniel Zgiep / 09.12.2011 19:21

Popularny "Giki" przyszedł do Wrocławia z Jagiellonii Białystok. Na wschodzie Polski zaliczył 8 spotkań w ekstraklasie, odgrywał znaczącą rolę w wywalczonym przez "Jagę" Pucharze Polski. Latem 2010 roku toczyła się zażarta walka pomiędzy nim a Grzegorzem Sandomierskim. Jednak po pierwszym meczu w Lidze Europejskiej z Arisem Saloniki, Gikiewicz znalazł się poza kadrą pierwszego zespołu i został przesunięty do zespołu Młodej Ekstraklasy. Sandomierski zaś zyskał w oczach Franciszka Smudy i Gikiewicz nie miał żadnych szans na regularne występy. W ostatnim dniu letniego okienka transferowego postanowił pójść na roczne wypożyczenie do... drugoligowego OKS-u 1945 Olsztyn. - Do innego drugoligowca bym nie poszedł, ale Olsztyn to moje rodzinne miasto - tłumaczył wtedy, gdy z walczącej o najwyższe cele Jagiellonii wyjechał do rodzinnego Olsztyna. - W mojej sytuacji w Jagiellonii wybrałem najlepiej, jak mogłem - przekonywał.
Do Białegostoku wrócił jednak znacznie szybciej niż planowano. Decyzją sztabu szkoleniowego działaczy z Białegostoku, Gikiewicz opuścił rodzinne progi już zimą, gdzie rozegrał 13 meczów, i wrócił do mistrza jesieni 2010 roku, aby zwiększyć rywalizację wśród bramkarzy pierwszej drużyny. Jednak nadal było wiadome, że ze świetnie spisującym się Sandomierskim nie miał szans, wydawało się więc, że będzie musiał zadowolić się co najwyżej okupywaniem ławki klubu z Białegostoku.
I właśnie w przerwie zimowej w karierze 24-letniego golkipera stał się przełom. W styczniu ze Śląskiem pożegnał się Wojciech Kaczmarek, tak więc w klubie z Oporowskiej został jeden bramkarz Marian Kelemen. Poszukiwania nie trwały długo, bo chwilę po odejściu Kaczmarka do Wrocławia przyjechał Rafał Gikiewicz, ale od początku jasne było, że z najlepszym bramkarzem ligi większych szans nie ma. Dołączył także do swojego brata Łukasza, który również nie mógł liczyć na regularne występy.
- Zależało nam na ściągnięciu młodego i utalentowanego bramkarza, który mógłby nabierać doświadczenia przy Kelemenie, a w dalszej perspektywie stałby się jego naturalnym następcą. Rafał doskonale spełnia te kryteria - zapewniał Krzysztof Paluszek, dyrektor sportowy Śląska. Z rolą rezerwowego w stolicy Śląska z pokorą godził się także sam zainteresowany. - Cieszę się również, że będę miał możliwość trenowania z Marianem Kelemenem. To jeden z najlepszych bramkarzy w naszej lidze i będę mógł się wiele od niego nauczyć - powiedział chwilę po podpisaniu kontraktu ze Śląskiem. Tak więc dotąd dość krnąbrny bramkarz rozumiał, że u boku słowackiego bramkarza będzie mógł jedynie się uczyć, i oglądać jego popisy z ławki rezerwowych.
Gikiewicz całą rundę wiosenną przesiedział na ławce, a po zakończeniu wicemistrzowskiego dla Śląska sezonu na domiar złego Orest Lenczyk stwierdził, że każdy wielki klub powinien mieć trzech bramkarzy. Wtedy do Śląska trafił Krzysztof Żukowski, bramkarz Floty Świnoujście, skąd wypatrzył go najstarszy szkoleniowiec w lidze. Sytuacja Gikiewicza skomplikowała się na tyle, że sam nie widział czy jest drugiej czy już trzecim bramkarzem w kadrze drużyny z Wrocławia.
Na początku sezonu 2011/2012 trener Orest Lenczyk do kadry meczowej włączał Gikiewicza na zmianę z Żukowskim, co było jasnym sygnałem, że trener traktuje ich na równi. Jednak gdy Śląsk mierzył się w Pucharze Polski z Okocimskim KS-em Brzesko w bramce zadebiutował właśnie "Giki", następnie w 1/8 finału PP z Podbeskidziem po raz kolejny pomiędzy słupkami pojawił się Rafał, i po dobrym meczu zachował czyste konto.
Potem nadszedł czas na ligowy debiut utalentowanego bramkarza. W inauguracyjnym meczu z Lechią Gikiewicz wykorzystał kontuzję Kelemena i po raz kolejny zachował czyste konto. Tydzień później wrocławianie grali z Zagłębiem, a ponieważ słowacki golkiper jeszcze dochodził do pełni sił, ponownie od pierwszej minuty grał wychowanek Warmii Olsztyn, i gdyby nie samobójcze trafienie kolegi z zespołu, znów zagrałby na zero. Dwa tygodnie później Orest Lenczyk zadziwił wszystkich, bo gdy Kelemen był już od dłuższego czas gotowy do gry, nestor polskich szkoleniowców kolejny raz postawił na Polaka. Marianowi ewidentnie się to nie spodobało i zamieścił na swoim facebookowym profilu wpis o wymownej treści: "Sklad ten samo co na Zaglebiu...". 7 dni później w szlagierowym spotkaniu z Wisłą Kelemen pojawił się w podstawowym składzie, jednak jak się okazało tydzień później Marian nadal nie może liczyć na stałe występy. Co ciekawe trener wrocławian na pytanie dlaczego w ogóle dał szanse Słowakowi z Wisłą odpowiedział: - Wystawiłem go do pierwszego składu, ponieważ nie zagrał jeszcze na naszym nowym stadionie.
W minionej 16. kolejce T-Mobile Ekstraklasy Rafał Gikiewicz ponownie stanął w bramce Śląska, co jest jasnym znakiem od popularnego "Oro Profesoror", że teraz już nawet pozornie najlepszy bramkarz ligi nie może liczyć na regularną grę. Co jeszcze pogorszyło pozycję Kelemena, Franciszek Smuda powołał niedawnego bramkarza OKS-u 1945 Olsztyn do kadry narodowej! Jak skomentował powołanie sam zawodnik? - Myślałem, że to żart, że ktoś mnie wkręca. Byłem bardzo zaskoczony i niezmiernie szczęśliwy, że moja praca została zauważona i doceniona - powiedział na gorąco po powołaniu.
Warto przytoczyć raz jeszcze słowa Krzysztofa Paluszka, gdy podpisywano kontrakt z "Gikim": "Rafał to młody bramkarz, który przy Kelemenie będzie mógł nabierać doświadczenia, a w dalszej perspektywie stałby się jego naturalnym następcą". I jak się okazało mierzący 190 cm gracz rzeczywiście idealnie spełnia te kryteria. Czy prawie rok po przyjściu Gikiewicza do Wrocławia obserwujemy właśnie moment, kiedy 24-letni bramkarz staje się następcą 32-letniego Kelemena? Warto zaznaczyć, że Marian we Wrocławiu zarabia na prawdę duże pieniądze, jest jednym z najlepiej opłacanych graczy w Śląsku, jak i wśród bramkarzy polskiej ligi. Może pomyślano, że skoro ten młody, zdolny bramkarz nie puszcza żadnych bramek, Śląsk zwycięża to warto pozbyć się słowackiego bramkarza, aby zaoszczędzić 250 tysięcy euro rocznie?
Trudno powiedzieć jak dalej potoczą się losy rywalizacji Gikiewicza z Kelemenem w bramce wrocławskiego teamu, ale jedno jest pewnie - Słowak nie jest skory do oglądania meczów z ławki rezerwowych, a młody Gikiewicz, który nie puszcza żadnych bramek na pewno nie odda miejsca w pierwszej jedenastce. Śmiem twierdzić, że w następnym ligowym pojedynku z ŁKS-em ponownie zobaczymy świeżo upieczonego reprezentanta kraju. Debiut z orzełkiem na piersi doda mu tylko pewności siebie, podniesie jego morale. Nie będzie jednak zaskoczeniem jeśli będzie to pierwsze i jak na razie ostatnie powołanie, bo "Franz" powoływał jedynie zawodników z polskiego podwórka, a na takie uzdolniony bramkarz, który wygrał rywalizację z Marianem Kelemen, z pewnością zasłużył. Jeszcze jesienią 2010 roku musiał grać na drugoligowym boiskach, teraz zaś przebojem wdarł się w łaski Oresta Lenczyka, ale i Franciszka Smudy. Historia jak z bajki...
Daniel Zgiep
Pozostałe w tej kategorii
Śląsk mistrzem Polski, a Orest Lenczyk trenerem sezonu według WKS.pl
08.05.2012, 14:07
Śląsk liderem, a Legia poza podium
04.05.2012, 17:36
Wisła już raz decydowała o mistrzostwie...
04.05.2012, 15:58
02.05.2012, 21:53
Pięć zespołów gra o mistrzostwo, a Cracovia spada
01.05.2012, 12:22
O mistrzostwie może zadecydować klęska 0:4
01.05.2012, 03:39
Komentarze: 2
Wg. mnie na pozbycie się Kelemena jest jeszcze za wczesnie...
Gikiewicz nie zasłużył na reprezentanta