Przeprowadzka przypieczętowana sukcesem (okiem kibica)

Piotr Malinowski / 29.10.2011 13:35

Po końcowym gwizdku nie mogłem pogodzić się z tym, że to już koniec. Chciałem jeszcze!

Mecz przyjaźni pomiędzy Śląskiem Wrocław a Lechią Gdańsk zakończył się jednobramkowym zwycięstwem po dosyć zaciętym meczu, w którym nie brakowało błędów jak i zmarnowanych sytuacji jednych i drugich. Obydwie drużyny rozegrały spotkanie na nowo wybudowanych stadionie na wrocławskich Pilczycach. 40-tysięcznik spełnił swoją rolę w zupełności, szczególnie dało się to odczuć po bramce Johanna Voskampa i końcowym gwizdku sędziego Roberta Małka.

Podróż na stadion przebiegła spokojnie. Dzięki Bogu, że miałem tramwaj niemalże spod domu. Ruch jaki panował na mieście, sprawił że podróż "trójką" zamiast trwać 30 minut, trwała aż 60. Przecież nikt nie kładł się na szynach, korków aż takich nie było, a przez lwią część trasy było wydzielone torowisko. Zatem mogę tylko stwierdzić, że MPK nawaliło nie desygnując do pracy w godzinach 18-24 swoich najlepszych motorniczych. Co jak co, ale nie może być takiej asekuranckiej jazdy.

Jazda była całkiem spokojna, zero śpiewów, spokojne rozmowy. Jakoś dojechaliśmy. Wytoczyliśmy się na pętli i równym pochodem zmierzaliśmy w kierunku kładki wiodącej na stadion. Potem tylko sprawdzanie biletów i dowodów. Chwilę później znalazłem się na promenadzie okalającej stadion. Znalazłem swoje wejście, co nie sprawiło mi żadnego problemu. Kolejka też nie była duża i wszystko szło szybko i sprawnie. Niestety bramki się zacięły i nie obracały się automatycznie po skasowaniu biletu i podejściu, więc obsługiwali je pracownicy ochrony, którzy sprawdzali, czy nie wnosimy niebezpiecznych przedmiotów.

Potem szybko na sektor, po schodkach do swojego rzędu i na krzesełko. Muszę pochwalić wykonawców i organizatorów za dobre oznakowanie stadionu, dzięki czemu nie można się tam zgubić. Na początku mogliśmy zobaczyć rozgrzewkę bramkarzy jednej i drugiej drużyny, potem zawodników z pola. Nagle zrobiło się ciemno...

Na telebimach pokazano fajny materiał przekrojowy z historii Śląską, drogi do tytułu wicemistrza 2010/2011 i przenosin na nowy obiekt. Naprawdę fajna sprawa. W dodatku gra świateł też zrobiła wrażenie, podobnie jak zielono-biało-czerwona oprawa na trybunie C.

I ruszyli! Nie spodziewałem się, że z środkowego sektora na trybunie za bramką będzie taka doskonała widoczność na cały plac gry. Wszystko widać idealnie. Mogę ponarzekać jedynie na towarzystwo, z którym miałem okazję przebywać na trybunie D. Straszna "stypa", cały czas siedzieli i gdyby nie "młyn" naprzeciwko, to pewnie dalej by siedli zajadali nachosy i kurczaka. Nawet wdałem się z dyskusję z pewną parą za mną, która ściągała mnie na krzesełko i darli się, że im zasłaniam. W końcu przyszedłem na mecz, żeby kibicować swojej ukochanej drużynie i podziwiać widowisko. Nie przyszedłem na plotki, do kina, ani teatru. No cóż...

To był mój pierwszy mecz Śląska, oglądany na żywo, z trybun. Atmosfera była nieziemska. Stadion trząsł się w posadach pod hukiem 42 tysięcy gardeł kibiców Lechii i Śląska. Szczególne wrażenie zrobiły na mnie "Szkocja" i śpiewy na 2 głosy z "młynem". Poczułem różnicę między oglądaniem meczu w TV a byciu na stadionie. Czas płynie szybciej, jest ten dreszczyk emocji i nawet, gdy większość spotkania rozgrywa się w środkowej strefie boiska, nie można się nudzić.

Po końcowym gwizdku nie mogłem pogodzić się z tym, że to już koniec. Chciałem jeszcze! Po wyjściu na zewnątrz przejście na przystanek zajęło dwa razy więcej czasu niż dotarcie do stadionu od przystanku. Potem akcja z tramwajami, których ruchem kierowały służby mundurowe. Jeden Bóg wie dlaczego na przystanek podjeżdżały wciąż pełne składy. Pół godziny minęło zanim mogłem wsiąść do swojej "trójki" i wrócić spokojnie do domu. Potem długo nie mogłem zasnąć... Już nie mogę doczekać się listopadowego meczu z Wisłą i tym razem chyba pójdę na "młyn".

A jak Wasze wrażenia po meczu?

Piotr Malinowski

ZOBACZ WIĘCEJ ZDJĘĆ: zdjęcia z trybun #1, zdjęcia z trybun #2, mecz na boisku

Komentarze: 2

  • 1
  • z
  • 1

wiadomo, że to pierwszy mecz i jeszcze się "dotrzemy", pewnie "publika" się za chwilę wykruszy... też byłem na sektorze D i jestem lekko rozczarowany, na Oporowskiej spędziłem lata na trybunie krytej na stojącym i śpiewającym sektorze E, miałem nadzieję, że siadając po drugiej stronie młyna będę miał choć namiastkę tego co na starym stadionie, czyli kibicowanie pt. "druga strona odpowiada", ale to dopiero pierwszy mecz... myślę, że od rundy wiosennej powinien zostać wydzielony sektor rodzinny (na A lub C), gdzie te osoby "w spokoju" będą mogły oglądać tak jak chcą (na siedząco) mecze, mam nadzieję też, że "kumaci", a niekoniecznie chcący przebywać na sektorze B zbiorą się na D i wspólnie z młynem zrobimy miazgę, pamiętajmy, że poza meczami z Wisełką i Lechią sektor X się będzie zapełniał i my na D musimy sobie z nimi "poradzić"...

IP: 82.160.XXX.21

I właśnie tacy ludzie jak Ty i a są tam potrzebni. Zgadzam się, że powinni utworzyć odrębny sektor dla rodzin z dziećmi i dla seniorów, po prostu dla tych wszystkich, którzy przychodzą na mecz sobie tylko posiedzieć i pooglądać. Żeby oni mogli spokojnie robić swoje, a my swoje :) bo ktoś będzie musiał poradzić sobie z gośćmi :) damy radę :)

Ave Śląsk! :)

IP: 83.27.XXX.55
  • 1
  • z
  • 1